piątek, 11 lipca 2014

 2. Larry




W trakcie koncertu jak zwykle świetnie się bawiliśmy. Fani szaleli razem z nami. Chciałbym być blisko ciebie, ale  Modest zabronił nam jakiegokolwiek kontaktu fizycznego podczas wystąpień publicznych. Mogliśmy tylko na siebie spoglądać. Na scenie wygłupiałem się wraz z Liam' em, Zayn' em i Niall' em, ale niestety nie z tobą. Co jakiś czas patrzyłeś na nas smutnym wzrokiem, ale po chwili przypominałeś sobie, że powinieneś się uśmiechać, toteż kierowałeś wzrok na publiczność i koncentrowałeś się na piosence. Przy utworze What makes you beautiful, gdy śpiewałem swoją solówkę, odwróciłem się do ciebie i patrząc ci w oczy wypowiadałem słowa. Zarumieniłeś się lekko i słodko uśmiechnąłeś. Gdy zobaczyłem jak kąciki twoich ust idą ku górze, moje serce zaczęło bić mocniej. Byłeś taki piękny.
Gdy zeszliśmy ze sceny, już po koncercie, udaliśmy się do wspólnej garderoby, aby się przebrać. Pozostali zrobili to szybciej od nas i wyszli, a my zostaliśmy sami. Wtedy podszedłem do drzwi i przekręciłem kluczyk. Z pożądaniem w oczach spojrzałeś na mnie i popchnąłeś na ścianę. Wspiąłeś się na palce, aby dotknąć swoimi ustami moich, lecz pomimo różnicy wieku, brakowało ci jeszcze kilku centymetrów, aby to się udało. Próbowałeś jeszcze kilka razy, ale po paru nieudanych powtórzeniach spojrzałeś na mnie zrezygnowanym, smutnym i bezsilnym wzrokiem. Nie mogłem już na to patrzeć, więc uśmiechnąłem się do ciebie, chwyciłem cię za uda i podniosłem do góry. Odwróciłem się tak, że teraz ty byłeś przypierany przeze mnie do ściany. Naparłem na twoje malinowe usta. Nie mogąc się od nich oderwać, całowałem bez opamiętania. Chciałem cię tym przeprosić za to wszystko. Za to, że jestem taki bezsilny wobec Modestu, że nie potrafię się im sprzeciwić, a do tego daję ci tyle powodów, abyś cierpiał. Codziennie muszę patrzeć, jaki ból ci sprawiam, będąc ciągle z inną wybraną przez Modest dziewczyną na randce. Patrzę, jak męczysz się z Eleanor. Wiem, ze jej nie cierpisz. Ale musimy to wszystko znosić dla dobra zespołu. Tym namiętnym pocałunkiem chciałem ci wszystko wynagrodzić.
Nagle usłyszałem jakiś dźwięk. Z niechęcią oderwałem się od twoich wspaniałych ust i postawiłem cię ostrożnie na podłodze, a sam ruszyłem po cichu w kierunku drzwi. Stanąłem przed nimi i odkluczyłem. Szarpnąłem klamką i otwarłem na oścież. Na kanapie na przeciwko zobaczyłem pozostałych chłopaków.
- Liam, a jak tam z Sophie?
- Co? Aha wszystko w porządku. A jak tam z Perrie się wam układa Zayn?
- Nie najgorzej, planujemy gdzie zorganizować ślub. Co myślicie o Bahamach?
Popatrzyłem podejrzliwie na chłopaków i zauważyłem, że trzymają w rękach puste szklanki.
- Ekhem... chłopcy? Po co wam te szklanki?
- No nie, Harry nie załamuj mnie.  Ty nie wiesz po co są szklanki?- Odezwał się zarumieniony Niall.
Oni coś ukrywali...
- Niall, idiotą, wiem po co są szklanki, ale pytam się po co je tutaj przynieśliście. Do tego puste.
- Czekamy, aż ktoś nam je napełni. Masz może coś do picia?
- Niall uważaj, bo ci uwierzę.
Wzruszył ramionami. Po chwili zza drzwi wychylił głowę Louis.
- Co się dzieję?  O co się tak kłócicie?
- Chłopcy nas podsłuchiwali...
- Ooo? Naprawdę?
- Wcale nie!- Zaczął protestować Niall.
- Nie? to po cholerę wam te szklanki?!
- Co ci do tego?! To wolny kraj i możemy sobie trzymać puste szklanki gdzie chcemy i kiedy chcemy- Wybuchnął Irlandczyk.
- Dobra już nie bulwersuj się tak, bo ci coś jeszcze pęknie.
- Hej jak tak bardzo jesteście ciekawi co robiliśmy, to może wam to po prostu pokażemy? Wystarczyło zapytać. Pokażemy im kochanie prawda?
- Jasne.
Wcisnąłem się pomiędzy Liam' a, a Niall' a na kanapie, a Louis usiadł mi na kolanach przodem do mnie. Wpiłem się w jego wargi i zacząłem je całować. 
- Dobra, wystarczy. Jesteście obrzydliwi.
- Uśmiechnąłem się ale nie przestawałem. Postawiłem sobie cel i póki go nie osiągnę, będę kontynuował.
- Chłopcy wystarczy. Rzygać mi się chce od tej słodyczy.
- ...
- Przestańcie! - Wydarł się Liam.
Jednak my, robiąc mu na złość zaczęliśmy się całować z języczkiem. Liam nie wytrzymał i wstał, a za nim pozostała dwójka. Niall się trochę ociągał. Widać, że chciał sobie jeszcze trochę popatrzeć, ale po chwili pobiegł za nimi. Uśmiechnąłem się i rozłożyłem wygodnie na kanapie, pociągając za sobą Louis' ego. Cel osiągnięty! Mój chłopak leżał teraz na mnie. Był dość ciężki, ale nie przeszkadzało mi to. Był to bardzo przyjemny ciężar.  Rozkoszując się nim i chwilą dla siebie, zasnęliśmy w swoich objęciach wykończeni całym dniem. Nie cieszyliśmy się jednak tym błogim spokojem zbyt długo, ponieważ po ok. pół godzinie przyszli chłopcy i oświadczyli, że trzeba ruszać dalej. Wstaliśmy z ciężkim westchnieniem i pośpiesznie ruszyliśmy do naszego autobusu. Tam wszyscy położyli się spać, więc była kompletna cisza. Ułożyliśmy się obok siebie i zasnęliśmy w swoich objęciach, czekając na to, co przyniesie nowy dzień.

___________________________________________________________

 Hej!
Mój drugi imagin, mam nadzieję, że Wam się spodoba. Pomysł na niego, zupełnie nieświadomie podsunęła mi koleżanka.
Z chęcią napiszę Imagina na zamówienie, podaj tylko w komentarzu o czym ma być. Wyrażajcie swoje opinie, za każdą jestem bardzo wdzięczna. Kocham Was wszystkich <3 <3 <3  Pozdrawiam ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz